Prekariat zagłosował na Kukiza ?

Drukuj

Obywatele mają prawo czuć się oburzeni. Mają też prawo do alternatywy. Przez wiele lat wmawiano im, że nie ma alternatywy wobec władzy lub wyboru pomiędzy PO a PiS. Jednak dziś obywatele pokazali władzy czerwoną kartkę, a opozycji żółtą. Apele jednego z profesorów, że trzeba się modlić by ci młodzi radykałowie wyemigrowali z kraju, tylko dlatego żeby zachować porządek - nic nie wnoszą i są pomysłami z kosmosu. Jak widać nie tylko władza polityczna i działacze partyjni są oderwani od rzeczywistości.

Państwowa Komisja Wyborcza podała oficjalne wynik wyborów na Prezydenta Polski. Na pierwszym miejscu znalazł się kandydat Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Duda z poparciem blisko 35 % głosów. Na podium uplasowali się jeszcze, obecny Prezydent Bronisław Komorowski (o jeden procent mniej) oraz muzyk i działacz społeczny Paweł Kukiz (ok. 21 % poparcia). By grać o najwyższą stawkę i zyskać decydujące poparcie w drugiej turze, trzeba powalczyć o elektorat który zagłosował na tego trzeciego.
Pojawia się tutaj pytanie, które należy postawić. Mianowicie – kim są wyborcy Pawła Kukiza? Powszechnie uważa się, że jest to elektorat który w jakiejś części popiera idee wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Zarówno Andrzej Duda jak i Bronisław Komorowski stwierdzili, że są otwarci na dyskusje o JOW-ach. Zadałbym więc drugie pytanie. Czy rzeczywiście większości tych 21 % chodzi właśnie o wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych? Według mnie nie. Postawie taką tezę, którą politolodzy i socjolodzy powinni sprawdzić. Większość tego zdumiewająco wysokiego poparcia dla Pawła Kukiza stanowi polski prekariat.

Co to jest prekariat? Jest to określenie publicystyczne, neologizm (połączenie precarious – z angielskiego „niepewny” z proletariat) stworzony przez Guya Standinga, odnoszący się do kategorii społecznej, która przynależy do niemal każdej klasy społecznej. Kto wchodzi w skład prekariatu? Wszyscy ci którzy w „społeczeństwie światowego ryzyka”, czują się niepewnie odnośnie jutra, są niegodnie i nierówno traktowani lub po prostu wykluczeni. To obywatele głównie młodzi, którzy są zatrudnieni na „umowach śmieciowych”, pracy wolontarystycznej, praktykach czy stażach. Do nich należą również osoby podejmujące się pracy poniżej swoich kwalifikacji zarabiając pensje minimalną. Są to również obywatele zarabiający poniżej średniej krajowej nie mogąc snuć planów na jutro np. założyć rodziny czy kupić własnego mieszkania. W końcu są to emigranci, którzy zawiedzeni sytuacją gospodarczą kraju, wyjechali zagranice do Irlandii, Szwajcarii, Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Norwegii. Najniższą warstwę prekariatu stanowią tzw. „czasowo bezrobotni”. Jest to taka grupa osób, która czuje się wykluczona, podejmuje się różnych zajęć np. wolontariatów, praktyk, stażów czy „umów śmieciowych” a szuka stałego zatrudnienia lub godnej płacy. Niestety w naszym kraju zazwyczaj jest to błędne koło.

Ponawiam wiec pytanie, kim są wyborcy Pawła Kukiza? Ze wstępnych analiz wiemy o nich to, że są to młodzi obywatele w wieku 18-40 lat. To właśnie od tej grupy wiekowej ten kandydat dostał najwyższe poparcie. Są to też zwolennicy większego udziału obywateli w partycypacji władzy podatni na hasło ” przywróćmy Polskę obywatelom”. Czyni ich to zwolennikami idei referendum oraz demokracji bezpośredniej. Dodać do tego należy niechęć do partii politycznych oraz demokracji parlamentarnej. Zupełnie tak samo jest z światowym prekariatem. Młodzi Arabowie, Amerykanie i część Europejczyków wyszła na ulice z tymi samymi hasłami zaledwie kilka lat temu.

Z innych analiz i telewizyjnych sond ulicznych wiemy, że są to młodzi prekariusze. Jedni mają dość „partiokracji”, inni sytuacji gospodarczej kraju np. od wielu lat pracują
za stawkę minimalną. Jeszcze inni w ogóle chcą z Polski wyjechać na stałe. Są to też ludzie dobrze wykształceni bez braku dalszych perspektyw funkcjonowania w takiej rzeczywistości. Być może część z nich to nawet drobni i średni przedsiębiorcy, którzy poszli głosować na Pawła Kukiza by tylko wyrazić swój sprzeciw wobec bieżącej sytuacji. Jest to elektorat protestu, głos zbuntowanych, który kiedyś może się przerodzić w ruch społeczny. Wbrew pozorom nie są to nacjonalistyczni radykałowie. Gdyby tak było ten elektorat z łatwością przejęliby Grzegorz Braun czy Marian Kowalski. Są to wyborcy, którzy chcą zmian. Upominają się o swoją godność, którą mają zagwarantowaną w konstytucji. To obywatele, którzy widzą narastające nierówności społeczne choć najwyższy akt prawny stanowi inaczej. Mają inne problemy i wizje. Marzeniem wielu polityków jest by PKB wzrosło, choć przy takiej sytuacji jest wielkim złudzeniem. Nie ma sensu w krótkiej perspektywie, patrzeć na PKB, przy takim rozwarstwieniu społecznym, kiedy to „bogaci się bogacą, a biedni biednieją”.

Wszelkie porównania, do sytuacji elektoratu Frontu Narodowego we Francji czy partii UKIP N. Faraga w Wielkiej Brytanii są nieuprawnione. Po pierwsze są to partie polityczne,
a prekariusze są antypartyjni. Po drugie Francja oraz Zjednoczone Królestwo mają duży zasób imigrantów i dlatego ich elektoraty są podatne na antyimigracyjne hasła. Tymczasem Polska jest krajem niemalże homogenicznym z małą ilością mniejszości kulturowych i etnicznych. Bardziej bliższe mi są skojarzenia z lewicowym ruchem Occupy Wall Street w Stanach Zjednoczonych. Jest to swoiste polskie wydanie Ruchu Oburzonych, który wypowiedział posłuszeństwo systemowi.

Obecnie nie wiemy czy wyborcy Pawła Kukiza to klasyczna prawica czy lewica. Być może jest tak, że jedni i drudzy wyrazili swój sprzeciw. Czy konserwatywne-liberalne sieroty po Platformie i PiS-ie oraz lewicowe sieroty po Palikocie połączyły dziś siły? Czy są w tej grupie wyborcy nowej lewicy czy może zostali w domach i nie poszli na wybory? Na pewno już teraz jest to ciekawy temat do zbadania przez socjologów i politologów.

Kilka lat temu podczas debaty sejmowej Premier Donald Tusk, „machnął ręką” na problemy młodego pokolenia Polaków. Powiedział, że u nie jest tak źle. To właśnie typowo polskie „jakoś to będzie”. Samo administrowanie państwem, sytuacja stagnacji w której znalazł się kraj oraz brak większych refom mszczą się teraz na obozie władzy. Przez lata nie rozwiązywano problemów, które się nawarstwiały. Powoduje to teraz „wybuch” w postaci buntu młodych taki, że obecna władza tego problemu już chyba nie rozwiąże.

Obywatele mają prawo czuć się oburzeni. Mają też prawo do alternatywy. Przez wiele lat wmawiano im, że nie ma alternatywy wobec władzy lub wyboru pomiędzy PO a PiS. Jednak dziś obywatele pokazali władzy czerwoną kartkę, a opozycji żółtą. Apele jednego z profesorów, że trzeba się modlić by ci młodzi radykałowie wyemigrowali z kraju, tylko dlatego żeby zachować porządek – nic nie wnoszą i są pomysłami z kosmosu. Jak widać nie tylko władza polityczna i działacze partyjni są oderwani od rzeczywistości.

Obecnie prekariusze stanowią podklasę, poniżej proletariatu. Nie mają swojej reprezentacji, choć części z nich wydawać się może, że właśnie w osobie Pawła Kukiza ją znalazła.

Piotr Wildanger

Czytaj również