Geopolityczna gra mocarstw o Ukrainę

Drukuj

W ubiegłym roku minęła 160 rocznica wybuchu Wojny Krymskiej. W ten międzynarodowy konflikt o panowanie nad półwyspem oraz nad Morzem Czarnym, zaangażowały się dziewiętnastowieczne mocarstwa: Rosja, Imperium Osmańskie, Wielka Brytania, Francja i Sardynia. Pierwsze wymienione państwo chciało zapewnić sobie hegemonie nad  Morzem Czarnym, co otwierałoby jej flocie drogę na Morze Śródziemne, przez cieśniny Bosfor i Dardanele. Stawiało to Rosję w konflikcie z innymi uczestnikami tej wojny. Rozpoczynając walkę wojska rosyjskie wkroczyły do proottomańskich księstw Mołdawii i Wołoszczyzny, ale wobec interwencji międzynarodowego korpusu na Krymie, spór Rosja-Ottomani zakończył się porażką cara Mikołaja I. Półwysep Krymski był wtedy częścią Imperium Rosyjskiego, choć nie zawsze, rzecz jasna był rosyjski. W dzieje Krymu jest też wpisane dziedzictwo Bizancjum, Złotej Ordy, Chanatu Krymskiego i Imperium Osmańskiego.

Od tamtych wydarzeń na Krymie, Kaukazie oraz Bałkanach minęło okrągłe 160 lat. Europa i Rosja znowu stają po przeciwnych stronach barykady. Na ustach całego świata ponownie są  Sewastopol czy Bałakława, swoiste symbole, nie tylko Wojny Kryskiej z lat 1853-56, ale też z Drugiej Wojny Światowej. Podczas konferencji jałtańskiej Winston Churchill, odwiedził pola Bałakławy – miejsce historycznego starcia kawalerii brytyjskiej z Rosjanami w 1854 roku. Symbole w polityce są bardzo ważne. Natomiast przed historią, która lubi się powtarzać wg określonych praw, chcąc czy nie chcąc, uciec się jednak nie da.

Nie bez przyczyny użyłem historycznych analogii. Na naszych oczach rozgrywa się, w jakimś sensie, połączenie sytuacji Wojny Krymskiej z wydarzeniami poprzedzającymi  Drugą Wojnę Światową i jej początkowe fazy – działania nazistowskich Niemiec w przeddzień konfliktu, „Dziwna Wojna” na zachodzie Europy oraz aneksja terenów wschodnich Polski i krajów bałtyckich przez Związek Radziecki. Są jeszcze inne analogie – zimnowojenne. Sadząc po niedawnych słowach W. Putina, których użył przy okazji aneksji Krymu i Sewastopola, Rosjanie próbują przełamać hegemonie USA i rozpocząć budowę tzw. świata wielobiegunowego (stąd zapewne podziękowania dla Chin i Indii w owym wystąpieniu).

Obecnie na Krymie mamy do czynienia czymś w stylu „Dziwnej wojny”. Jedna ze stron używa prowokacji, niekiedy o bardzo agresywnym charakterze, a druga ukraińska stara się im słusznie nie ulegać. Rosjanie używali podobnych metod, w przeddzień wojny gruzińskiej w 2008 roku, w wyniku której powstały dwa prorosyjskie quasipaństwa. To wszystko w cieniu rozpoczynającej się wtedy olimpiady w Pekinie.

W ostatnich dniach Rosjanie anektowali Krym i Sewastopol, poprzedzając swoją akcję pokazowym „referendum”. Jest to niezgodne z prawem międzynarodowym oraz memorandum budapeszteńskim z 1994 roku, kiedy to Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Rosja, w zamian za odstąpienie Ukrainy od broni atomowej, zobowiązały się przestrzegać integralności terytorialnej tego państwa. Kremlowskie władze powołują się, tak jak w przypadku Abchazji i Osetii Południowej, na casus Kosowa. Owszem, być może Zachód popełnił błąd i teraz rosyjska dyplomacja sprytnie to wykorzystuje. Pamiętajmy tylko, że w czasach autonomii Kosowa Serbowie stosowali czystki etniczne. W tym sensie analogia sytuacji Kosowian do Osetyjczyków i krymskich Rosjan jest nieporównywalna. Mleko się rozlało, nie ma co nad nim płakać. Być może, ta elastyczność granic i powoływanie się na sprawę Kosowa, obróci się przeciwko Federacji Rosyjskiej. Kiedy na przełomie 1999 i 2000  roku Władimir Putin obejmował faktyczną władzę w Rosji, w prasie polskiej nie tylko dyskutowano o dramatycznym spadku rubla, ale też pojawiały się głosy o schyłku Rosji – rozpadzie Federacji Rosyjskiej. Czeczenia, Dagestan, Komi, Tatarstan, Jakucja czy Kałmucja – niektóre z tych republik z radością przyjęłoby większą niezależność od Rosji lub nawet niepodległość.

800px-Euroaidan_2013_Mstyslav_Chernov-14

Putinowski plan stworzenia Unii Eurazjatyckiej bez Ukrainy nie istnieje. Bez ingerencji na Kijów,  wpływy Rosji zostają praktycznie wypchnięte na wschód. Oznaczałoby to, że Rosja stałaby się krajem niemal azjatyckim, aczkolwiek nadal prawosławnym. Jednak o swoje interesy musiałaby powalczyć już z kimś innym – z krajami muzułmańskimi, Chinami i Japonią.

Wielu analityków zastanawia się teraz w co gra Putin? Słowa ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej S. Ławrowa o obronie ludności rosyjskiej i rosyjskojęzycznej za ich granicą, przywołują mroczne skojarzenia. Czy Rosja gra va banque? Nie sądzę. Kreml mierzy wysoko odbudowując imperium, co było jasne po 2008 roku. Jednak głównie politycy zarówno amerykańscy oraz zachodnioeuropejskich, zatykali uszy na ostrzeżenia przywódców z nowych krajów Unii Europejskiej i o jakichkolwiek sankcjach nie chcieli słyszeć. Putin ponownie pokazuje swą prawdziwą twarz, już nie zawodowego PR-owca, ale pułkownika KGB. Podobno plany akcesji Krymu były przygotowywane od czterech lat. Celem jest wpływ na Kijów oraz tereny wschodniej Ukrainy.

Cała ta międzynarodowa gra, która teraz toczy się na naszych oczach, dotyczy tzw. „luki geopolitycznej”, w której strefie jest Ukraina, Mołdawia i Białoruś. Załatanie tej niezagospodarowanej przestrzeni, na pograniczach cywilizacji Zachodniej i Prawosławnej, jest zarówno celem Unii Europejskiej (oraz NATO) jak i Federacji Rosyjskiej. To właśnie ta strefa, jest teraz decydująca dla bezpieczeństwa Ukrainy, Polski i całej Europy. Kreml zapewne nie odpuści – jak widać – są na tę sytuacje przygotowani. Wojska rosyjskie nadal będą prowokować, zarówno na Krymie jak i na wschodniej Ukrainie. Dopóki Rosja ma potencjał gospodarczy, będzie bezpieczna od wschodu, a Amerykanie nie wpłyną na nią, będzie mogła prowadzić swoją agresywną grę dyplomatyczną. Jednak tragiczne zdarzenia sprzed igrzyskami w Soczi pokazały, że Rosja nie może czuć się zupełnie bezpiecznie od strony Kaukazu. Innym ważnym elementem jest też projekt europejski odnośnie dywersyfikacji energetycznej (który mógłby zostać wsparty gazem łupkowym z USA).

Wczoraj dotarła też do Polski inna wiadomość. Tatarzy Krymscy, zapewne obawiając się czystek etnicznych, próbują się ewakuować z półwyspu i proszą o azyl w naszym kraju. Pamiętajmy, że na Krym dostali się też nacjonaliści serbscy (czetnicy). Przed Polską stoi wielkie wyzwanie – w jaki sposób pomóc Ukraińcom i Tatarom z Krymu? Scenariusz przyjęcia uchodźców i być może jakiejś międzynarodowej operacji logistycznej, powinno się brać pod uwagę.

W sprawie Ukrainy, gdy misja OBWE skończy się niepowodzeniem, być może dobrym rozwiązaniem byłaby jakaś konferencja międzynarodowa (oczywiście z udziałem Ukrainy)? Jednak żeby taki pomysł wdrążyć w życie, Rosja musiałaby przestać eskalować konflikt i wejść na drogę dialogu.

Wczoraj Ukraina podpisała część umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Jest to pierwszy krok tego państwa do wolnej, niezależnej, demokratycznej i bezpiecznej przyszłości. W swoim niedawnym orędziu do narodu, premier Donald Tusk określił, że czwartym punktem związanego z bezpieczeństwem Polski i Europy jest wolna i demokratyczna Ukraina zintegrowana z Unią Europejską. Owszem, jest to „ABC” polskiej geopolityki trudno się z tym nie zgodzić. Ja bym do tego punktu zaliczył też wolną i demokratyczną Białoruś i Mołdawię, które w przyszłości mogłyby zostać pełnoprawnymi członkami Unii Europejskiej oraz NATO.

Piotr Wildanger

Zdjęcie: en.wikipedia.org

Czytaj również